fbpx Życie na respiratorze - Życie na respiratorze

Życie na respiratorze

Życie na respiratorze? Jak to jest być podłączonym do respiratora? Jak tak można żyć? Czy muszę być przykuty do łóżka? Czy resztę swego życie muszę spędzić w łóżku? Na swoim przykładzie chcę pokazać, że tak nie musi. Wszystko zależy od sprawności fizycznej.

Pragnę tu opisać moje życie na respiratorze, moją historię, historię mojej rodziny.

Nim zacznę opisywać swoją historię – przedstawię się. Nazywam się Eugeniusz Danowski i choruję na jedną z odmian miopatii. Od 2.11.2012 r. jestem podłączony na stałe do respiratora.

Urodziłem się w 1960 r., a więc obecnie mam już ponad 50 lat. Całe swoje życie mieszkam w Olecku – małym miasteczku w województwie warmińsko-mazurskim.

Choruję od dzieciństwa, ale przez pierwsze kilkanaście lat – do okresu dojrzewania – nie było widać, że mogę być chory. Jedynym objawem choroby było to, że często padałem i wolniej biegałem niż moi rówieśnicy. Jeździłem rowerem – o ile można nazwać to jazdą, gdyż bez problemu zjeżdżałem tylko z góry. Po równym już był problem, a pod górkę rower prowadziłem. Ale zawsze mogłem liczyć na moją rodzinę, tj. mamę, siostrę i braci. Gdyby nie oni, nie ich pomoc, nie byłoby mnie. I teraz, gdyby nie oni, skazany byłbym na dom opieki społecznej, na opiekę obcych ludzi.

Chorobę wykryto w 1972 roku, gdy miałem 11 lat. Wtedy to stwierdzono, że jestem chory na miopatię. Nie stwierdzono jednak – jaki to typ.

W 1974 r. ponownie leżałem na oddziale neurologicznym w Państwowym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku w tzw. Gigancie. Przeprowadzono szereg badań, ale ostatecznej diagnozy nie postawiono. Stwierdzono tylko, że konieczna jest operacja ścięgien achillesa w obu nogach, gdyż miałem stopy końsko-szpotawe – zaczynałem chodzić na palcach.

W 1975 r. przeszedłem operacje wydłużenia ścięgien achillesa w obu nogach. Od tego momentu chodziłem o kulach.

W 1984 r. zacząłem poruszać się na wózku inwalidzkim, ale mogłem jeszcze przejść kilka metrów opierając się o kogoś lub o ścianę. Mogłem tak przestać, przechodzić nawet pół godziny. Ale powoli to się zmieniało.

W 1993 r. przestałem w ogóle chodzić. Zacząłem poruszać się tylko na wózku inwalidzkim.

Mniej więcej od 2010 roku pojawił się inny problem. Zacząłem w dzień przysypiać. Zgłosiłem się do pulmonologa. Badania wykazały niską saturację – 90% i niską wydolność oddechową. Przypisano mi leki i zalecono ćwiczenia oddechowe. Jednak nie było to skuteczne i w 2012 roku pojawiły się takie drzemki coraz dłuższe i głębsze. Aż nadszedł dzień krytyczny.

31.10.2012 r. w godzinach rannych zasnąłem i nie można było dobudzić się mnie. Wezwano karetkę pogotowia, przyszedł też mój lekarz rodzinny. W efekcie, następnego dnia znalazłem się w szpitalu w Olecku.

Cały czas mogłem liczyć na moją rodzinę, na ich pomoc. Gdyby nie upór siostry mogłoby wszystko potoczyć się inaczej. To ona wręcz zmusiła mnie do położenia się w szpitalu, a gdy straciłem przytomność walczyła o ratowanie mnie, mego życia. Gdy leżałem w szpitalu codziennie wraz z bratem odwiedzała mnie, dopytywała się o stan mego zdrowia.

Za to wszystko serdecznie im dziękuję.